13/2025
Na przedmieściach
na przedmieściach
dzień zaczyna się koło południa
zgrzytem klucza w zardzewiałym zamku
czarny kot wygina grzbiet na szczycie dachu
spluwamy przez lewe ramię trzy razy
zanim dosięgnie pech
na przedmieściach
kamienice otrzepują tynki z fasad
obnażają ceglane blizny ze śladami po kulach
w zakurzonych oknach usychają pelargonie
głucho stukają wiekowe okiennice
wiatr roznosi plotki po bramach
na przedmieściach
kochamy pośpiesznie pijemy za dużo
na zdrowie i za lepsze jutro
uciekamy w sen przed świtem
wielkim odlotem byle jakich wspomnień
nie zaczynających się od dzień dobry
Drugie dno
zaplanowałem lądowanie na księżycu
jako kosmonautę intrygowała mnie
wyprawa po srebrny pył
lepiej mieć go w garści
na przekór ziemskiej grawitacji
i pokerowym blefom
z łatwością można wtedy
sypnąć nim w oczy oszczercom
z poziomu nieważkości
może spłynie srebrnymi łzami
albo przylgnie brokatem
do złotoustych konturów
w każdym razie będą błyszczeć
podczas publicznych przemówień
w świetle jupiterów tak jak lubią
wtedy jeszcze raz się przekonam
przejrzę w ich obliczach
jak w weneckim lustrze
bez trudu odnajdę drugie dno
zdecydowanie inne niż to
wystawione na sprzedaż