13/2025
Krąg
w katedrze lasu brzozowego
wyśpiewam cichą modlitwę
niech wzleci w bezmiar
zakreślę magiczny krąg
i ożywię niezgłębioną mandalę
a nietrwałe drobinki czasu
zastąpię murłatą
w rytmie mantry rozkołyszę biodra
wniknę w magię drzew
niczym szeptucha
dobrostan podaruję ziemi
i przywołam echo
minionych stuleci
wydobędę z niepamięci
drzemiące we mnie dziecko
Decyzja
w kalejdoskopie
życiowego science fiction
wypełniasz kadry
zwyczajową bytnością
tylko jeden most
pozwoli ci przejść
i połączyć brzegi myśli
wzmocnić intencję
by pasja nie utonęła
w grząskim sitowiu
wystarczy odważny krok
by obudzić w sobie wirtuoza
i wybrzmieć popisową frazą
powołanie zadźwięczy
harmonijnym interfejsem
scali popękane ogniwa
i nada pożądany format
symfonia popłynie
błękitem w przestworza
a ty zmienisz bieg własnej historii
Dzwony wszystkich dni
zabrzmiały jednocześnie
przyspieszyły potoki
hukiem zamroziły stawy
budząc zawieruchę
w łoskocie zagubiłam kompas
podarowany przez pramatki
jestem naga
lecz palce oblane lukrem
uchylają drzwi piernikowego snu
który gościnnie tuli twarz
wyrzeźbioną emocjami
kakofonia niespiesznie
zamiera diminuendo