+48 736-84-84-44

Sławomir Lęga

13/2025

 

Plastykowy portret

 

Serce bije w uniesieniu

Zmęczone wysiłkiem wspomnień

Maluję plastykowy portret emocji

Zamkniętymi ustami wykrzykuję

Wątpliwości stojąc na krawędzi życia

 

Zakuty w sidła kolczastego drutu

Wycinam drzewa dźwigające grzechy

Zwątpienie przenika głęboko do ciała wysysając powietrze z wnętrza płuc

 

Potykam się o kamienie bezsilności

Tracę płynność w labiryncie myśli

Otrzepując resztki mijającego czasu

Klęczę pośród wytartych kropel wiary

 

Poczuć wilgotny smak nadziei

Zapisać krwią niedokończone wersy

Uderzam palcami w klawiaturę marzeń

Łamiąc własne zasady pożerając wzrok

 

 

Obojętność w oczach

 

Cierpienie przetarte do gołej skóry

Nad zasklepionym opatrunkiem

Rozbudza ból przygniatając duszę

Płomień pali uczucia z haftowanego ognia

Zaczynając oddzielać łzy od popiołów.

 

Smak na ustach podparty dłonią milczącego rozmarzenia pragnie stoczyć ostatnią walkę zanim powieki zakryją znaczenie życia.

 

Bije moje serce rytmem tanga

W amfiteatrze pozbawionym światła

Pomiędzy szeptem rumieńców

Ciemność obległa los ramionami.

 

Na twarzy pozostały tylko łzy

I ta obojętność w oczach

Patrząca na ciągłe cierpienie

Pośród posklejanych ziarenek łez

Odarte z wilgoci wgłębienia uczuć

Zaczęły cerować części ciała zaklęte w trzewiach.

 

 

Wola przetrwania

 

Wola przetrwania w gardle wydziera

Bolącym krzykiem nieludzkie zmysły,

Rozlewa żale w mym sercu teraz

Dające siłę łzom nienawistnym.

 

Niedbale zszyta wyciąga język

Ubrany cierniem podświadomości,

Pożyciem tchnięta wije się pręży

W szkarłatnej żyle smutek zagościł.

 

Bezwolnym cichym chłodem ponurym

Próbuje znaleźć drogę donikąd,

Prośby zostawia idące z góry

W zmrożonych bliznach słyszące chichot.

 

 

Cisza

Zbroczonym słowem niezręczna cisza

Rozlewa w progu bóle po kątach,

Rozrywa gardło wciąż krzycząc znikaj

Próbuje moje myśli wysprzątać.

 

Rozwiera usta ostrzejszym nożem

Zatruta hejtem łez niezawisłych,

Cynizmem duszy w czarnym kolorze

Przekuwa cierniem nieludzkie zmysły.

 

Zaciska w pięści codzienne cienie

Spijając nektar z odwiecznych lęków,

Raz bywa szczęściem a raz więzieniem

Wiążąc kajdanki na moim ręku.

Przejdź do treści