+48 736-84-84-44

Lidia Lachowska

13/2025

 

 

***
wcale nie trzeba wierzyć w horoskopy
by wiedzieć że to coś więcej niż przypadek
niech pani nie pyta
dlaczego zawsze pada
kiedy zapomni się parasola
pech to umiejętność życia
tak samo jak talent aktorów z komedii pomyłek
ale przecież wiadomo
że kto go nie ma
ten nie potrafi docenić
słońca wschodzącego za rogiem
więc
on jest jak wiersz
którego nie potrafisz dokończyć
albo rysa na płycie winylowej
gdy wciąż napływają te same słowa

 

kasandry

na skraju boru gdzie mech rodzi głosy
siedzą ślepe jak wróżba z rozlanej kawy
ich ręce są z mgły ich języki z miodu i krwi
wiedzą że człowiek to tylko zapach duszy

z glinianych naczyń piją księżyc
oszronione palce zanurzają w gorączce
warkocze pełne zaklęć czarne jak sierść kota
co wydeptuje granicę między snem a zejściem

matki bez dzieci dzieciątka bez matek
one zbierają wszystko co zgubiło imię
modlitwa w ich ustach to nóż w białym chlebie
to sól co pali gardło Boga

brzęczenie much to ich muzyka
szmery modlitw wiją się jak dym
nie dla świętości lecz dla przetrwania
bo nawet Bóg klęka przed nimi w popiele

patrzą ci w oczy i widzą twój zmierzch
nie pytaj je o miłość
z miłości rodzi się ból
a one znają tylko ten język

 

szeptucha

nie skończyła medycyny
nie nosi stetoskopu
choć czasem przykłada ucho
do chorego czoła

zna łacińskie słowa
ale nie z podręczników
szepcze Pater noster
i czosnek zawija w chusteczkę

widzi więcej niż powierzchnię
ktoś mówi urok
ona kiwa głową
jakby to był wynik

czyni krzyż w powietrzu
jak lekarz receptę
nie pyta o PESEL
lecz o imię matki

wyleczyła babkę sąsiadów
tę co to na serce
chłopca który nie mówił
kota z  nogą

nie chce refundacji
tylko jajka chleb czasami miód

przychodzą do niej ci
którzy przestali wierzyć w białe fartuchy
a jeszcze nie stracili nadziei
w moc zwykłego szeptu

Przejdź do treści