13/2025
Wody Niebios
I. Morze
,,Niebo jest poruszone tym nieposłuszeństwem!
Stan taki musi godzić w dusze istnień zdrowych.
Uskrzydleni zburzyli mury swego księstwa,
zeszli nisko, by uwieść ziemskie białogłowy!..’’ –
słowa Króla. A potem ,,na tym łez padole’’
panowały Olbrzymy – dzieci rebeliantów.
Kochały swe pałace, wielbiły swawole,
władzę, wino i jadło oraz blask brylantów.
Moc odwieczna, ta, która gwiazdom świecić każe
wstrząsnęła światem panów, aż trysnęły wody!
Fale ziemię zalały, pałace mocarzy,
w deszczu padali wielcy niczym martwe kłody!
Lecz nie wszystkie istoty miały zginąć w wodzie:
wybrańcy już zajęli izby wielkiej arki
z licznymi zwierzętami o wszelkiej urodzie.
Losy statku i ludzi spoczęły na barkach
sędziwego już męża i bożego sługi,
który arkę zbudował wierząc słowom Pana.
A ów miał zamiar spuścić lodowate strugi
bo i Olbrzym i człowiek nie zgięli kolana
przed Odwiecznym Włodarzem gwiezdnych wysokości.
Garstka ludzi jedynie, na czele ze sługą,
życie miała zachować, aby przenieść kości
na Ląd Nowy, gdzie owca i orzeł z papugą
znajdą przystań zieloną i uwiją gniazda.
Osiem dusz – oto ziarno lub zaczyn ludzkości,
snów początek, błysk łaski albo Pańska Gwiazda.
To rodzina żyjąca w nieziemskiej czułości,
strażnicy inwentarza zebranego w pary.
II. Walka
Chociaż wody zalały gór skaliste szczyty,
ponad fale spienione podniósł się głos stary.
Głos donośny i gniewny, dotąd w wodach skryty,
wystrzelił na powierzchnię z nutą pełną żalu.
Wśród tonących Olbrzymów ciągle żyła duma,
godność gniewem płonąca jak ostrze ze stali!
Krzyk ginących mocarzy z zaćmieniem rozumu.
Sił ostatkiem natarli na wysoką arkę,
tłukli w bramy pięściami – żelaznym taranem!
Lecz osłabli w kipieli i przegrali walkę.
Wybrańcy odetchnęli, dziękowali Panu.
III. Dnie i noce
Tymczasem sługa boży o imieniu Noe
doglądał pracy synów przy mnogiej zwierzynie.
A Sem, Cham oraz Jafet w codziennym mozole
nosili wory warzyw, przenosili skrzynie
wypełnione po brzegi mięsem oraz zbożem.
Pomagały im dzielnie trzy dorodne żony,
walczące ze zmęczeniem, nocą oraz morzem.
Stary Noe był wdzięczny i zadowolony.
Tak mijały dni szare i noce głębokie,
a statek znów kołysał ludzi i zwierzęta.
Noe przytulał żonę, wodząc bystrym okiem.
I o swoich wybrańcach Pan Niebios pamiętał!
Docenił służbę męża i pracę młodzieży –
deszcz zatrzymał, a wody zaczął chować w ziemi.
Wiedział już gdzie Ląd Nowy w odmętach wciąż leży,
wierzył jednak w człowieka między Skrzydlatymi.
Kilku z nich posłał na dół nad wody spienione,
by fale niepokorne nie zniszczyły arki.
A Noe, widząc góry, wierzył w ląd zielony,
szukał więc mocnych skrzydeł w statku zakamarkach.
IV. Kruk
W szóstym miesiącu rejsu Noe wybrał ptaka,
był nim czarny zwiadowca, silny i wytrwały,
odpowiedni do lotu na męczących szlakach;
ludzie przed ,,Wielką Wodą’’ krukiem go nazwali.
Posłaniec wzleciał w niebo częściej jaśniejące,
a statek mijał skały pokryte trupami.
Obrazy niepokornych, tak duszę gnębiące,
pozostały za rufą smagane falami.
Zdawało się chwilami, że martwi mocarze
leżący pośród ludzi na skalnej nagości,
poruszają się jeszcze, krzywiąc straszne twarze!
Złudą to pozostało, znakiem czarciej złości.
Kruk tymczasem powrócił, bo nie znalazł ziemi,
która byłaby piękna jak świat sprzed potopu.
Noe bardzo żałował ze swymi bliskimi,
że ptak ten nie odnalazł odpowiednich tropów.
V. Gołąb
A siódmy miesiąc rejsu przyniósł dobre zmiany,
dni jaśniejsze odkryły więcej górskich szczytów.
Stanął Noe na arce mocny i kochany,
i wypuścił gołębia – wybrańca zenitu.
Ptak powrócił nazajutrz z gałązką nadziei,
ludzie tańczyć zaczęli, chwaląc wysłannika!
Całowali Noego wszyscy po kolei,
widząc już świat pasterzy, dzieła ogrodników.
VI. Nowa Ziemia
Nowy Ląd błysnął nagle, niczym łąka w wodzie
zwieńczona szarą skałą – znakiem wielkiej góry.
Ziemia ta lśniła w słońcu we wszelkiej urodzie
i nie było już nad nią nawet jednej chmury!
Statek osiadł na lądzie pod wodą ukrytym,
zajęczały pokłady, zaskrzypiały burty,
kiedy grunt się ukazał sadzawką pokryty.
I złamano pieczęcie, otworzono furty.
Słońce suszyło glebę, wiatr omiatał trawy,
wyszły z arki zwierzęta, wyleciały ptaki.
Wyszedł też stary Noe krainy ciekawy
i zerwał dla swej żony pierwsze polne maki.
VII. Giganci
Wybrańcy promienieli, arka pustoszała –
zwierzyna zajmowała pagórki, doliny
i szła dalej, gdy tylko woda pozwalała.
Obawiano się trochę o liczne rodziny,
chociaż lwy czy tygrysy dostały jedzenie.
Dzień tymczasem niechybnie zbliżał się do końca.
Wtedy to na niezwykłej, przedwieczornej scenie
stanął mocarz sękaty, błyszcząc w świetle słońca,
które wody dotknęło rozpaloną tarczą.
Przez dnie całe i noce siedział on na górze,
drzemiąc z głową nad wodą i na ryby warcząc.
Trwał tak długo, choć sił temu waligórze
ledwo już wystarczało, a sen z nóg go zwalał…
Wreszcie wody opadły i Olbrzym odpoczął.
Łapał ryby w bajorach na niewielkich halach;
wtedy też trupy braci na zboczach zobaczył…
W końcu dostrzegł on skrzynię albo ,,dom na morzu’’,
potem – mnóstwo zwierzyny na niedużych plażach.
Gniew w nim ogniem zapłonął, gdy wybrańcy boży
wyszli wolno ze statku z radością na twarzach.
On, książęcy potomek, dziecko Uskrzydlonych
upodlony i brudny, walczący o tchnienie,
a tymczasem ,,te prochy z ziemi uczynione
zasłużyły na arkę i na ocalenie!’’
Olbrzym ruszył po zboczu tratując zwierzęta,
a rodzina Noego zbladła przerażona!
Arka była wciąż blisko, potężna i święta.
Może gigant jej bramy nigdy nie pokona?
Ludzie biegli do statku, tam, gdzie smolne wrota
i belki jak pień dębu i rygle potężne.
Wtedy krzyk usłyszeli pośród łąk i błota,
drugi gigant się zjawił; prężny, niebosiężny!
I walka rozgorzała na halach tej góry,
i okrzyki, i jęki sękatych mocarzy…
Nagle – jeden z nich runął, odarty ze skóry
na piersi owłosionej i szerokiej twarzy!
Zwycięzca, który przybył z sąsiedniego szczytu,
upadł wnet na kolana patrząc w błękit nieba.
Ludzie stali jak wryci z odczuciem zachwytu
i zamarła w nich raptem ucieczki potrzeba.
Właśnie wtedy płaszcz nieba przeciął blask anielski,
a przestrzeń ozłociły najpiękniejsze słowa:
,,Ten tu mąż jest od dzisiaj dobry, przyjacielski,
bo Pan dla swych wybrańców pomoc przygotował’’.
VIII. Nowy Dzień
Lądy z wód wyrastały, obrastały trawą,
kwitły chabry i maki, kobierce stokrotek.
Piękny dom odbudował ludziom Pan Łaskawy,
dał ostoję zwierzynie i słoneczny dotyk.
Rody ziemię zajęły i wzniosły pałace.
Dobry Olbrzym Noego wnet został otruty…
Człowiek sobą pozostał, choć miał żyć inaczej,
więc pod Znakiem Przymierza* nie było pokuty.
* – tęcza boża jako gwarancja nienaruszalności nowego porządku.