13/2025
Szeptucha
Mieszkała na skraju wsi, wśród malin i pokrzyw.
Nie używała zegarka, znała czas po słońcu.
Do niej chodziło się z bólem, strachem i duszą.
Szeptała do wody, do ognia, do ziemi.
Nigdy nie brała pieniędzy, tylko jajka albo chleb.
Miała oczy jak popiół, a dłonie jak korzenie.
Nie pytała, skąd się jest, tylko gdzie boli.
Znała imiona chorób nieodnotowanych w księgach.
Dzieci przestawały płakać, zanim dotknęła czoła.
Nie była święta, zła też nie – była potrzebna.
Wieś mówiła, że lepiej ją szanować.
Bo są rzeczy, które rozumie tylko cisza.
Dybuk
Wchodzi przez sen, przez cień na ścianie.
Nie puka, nie prosi.
W oczach człowieka robi miejsce dla siebie.
Głos staje się obcy, ale znajomy.
Zna wspomnienia nieopowiedziane.
Przemawia w języku, którego nie uczono.
Dybuk nie krzyczy – przypomina.
Zostaje w spojrzeniu, w drgnięciu dłoni.
Czasem milknie, gdy ktoś płacze długo.
Nie boi się kadzidła, tylko prawdy.
Znika wtedy, gdy jest już niepotrzebny.
Ale nikt nie wie, czy na pewno.
Zjawiska
Nad lasem unosiło się światło bez źródła.
Psy wyły, choć nie było księżyca.
Dzieci mówiły o kobiecie z błękitnymi stopami.
Ktoś widział cienie bez właścicieli.
Lustra w starym domu pokazywały inne odbicia.
Raz zniknął kot – wrócił z zielonymi oczami.
Ludzie nie pytali, tylko spuszczali rolety.
Bo co powiesz, gdy świat przestaje być logiczny?
Radio szumiało słowami z przeszłości.
Rzeczy znikały i wracały inne.
Naukowcy się śmiali.
Ale latarkę trzymali blisko.