Do utworów Ewy Szelburg-Zarembiny mam sentyment z powodu faktu, że jej życiowe losy miały związek z małą miejscowością Wymyślin, położoną blisko Skępego w powiecie lipnowskim. Od 1997 roku nie funkcjonuje już nazwa Wymyślin, gdyż jego obszar został włączony do Skępego w związku z przywróceniem mu praw miejskich. Zamiast nazwy ulicy Licealnej wiodącej do dawnego Liceum Pedagogicznego, potem nazwanego Zespołem Szkół w Skępem, wprowadzono nazwę: ulica Wymyślińska. Na terenie szkoły mieściło się mieszkanie Ewy i Jerzego Ostrowskich.
Imię i nazwisko poetki i pisarki jest najczęściej łączone z utworami dla dzieci. I słusznie, gdyż debiutowała w „Moim Pisemku” w wieku 22. lat tekstami dla najmłodszych. W „Antologii poezji dziecięcej” opracowanej przez Jerzego Cieślikowskiego i Bibliotekę Narodową w 1981 roku, opublikowano następujące wiersze: „Matka”, „Idzie niebo”, „Parkowa królewna”, „Bajeczka dla syneczka”, „Złoty jeż”, „Jak szło słonko spać”, „Szedł czarodziej”. Była autorką wielu zbiorów wierszy: „Wesołe historie”, „Rzemieślniczek-wędrowniczek”, „Idzie niebo ciemną nocą”, „Przez różową szybkę”, „Królestwo bajki”, „Kije samobije”, „O warszawskiej syrenie” i małych powieści.
Gdy Ewa Szelburg przyjechała do Wymyślina w 1925 roku, była żoną Jerzego Ostrowskiego – dyrektora Seminarium Nauczycielskiego. Państwo Ewa i Jerzy Ostrowscy pobrali się 1 czerwca 1921 roku w Warszawie. Zamieszkali najpierw w Poznaniu u rodziców Jerzego. Skąd przyjechali do Wymyślina, by zamieszkać na pierwszym piętrze budynku, należącego do seminarium. Jedną z części mieszkania była (istniejąca do dziś) drewniana weranda, na której Ewa Szelburg-Ostrowska pisała opowieści z życia codziennego, wydane w zbiorze „Najmilsi”. Choćby z tego względu mam sentyment do autorki utworów: „Dziewczyna z zimorodkiem”, „Imię jej Klara”, „Zakochany w miłości”, „Chusta św. Weroniki”, „Król w wytartym paltocie”, czy opowiadania „Feliks Gdul” oraz innych jej tekstów. Na zbiór zatytułowany „Rzeka kłamstwa” składa się pięć następujących tomów: „Wędrówka Joanny”, „Ludzie z wosku”, „Miasteczko aniołów”, „Iskry na wiatr” i „Gaudeamus”.
Powieść „Imię jej Klara” (Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1987 r.) jest historią, której głównymi bohaterami są: tytułowa Klara i Franciszek. Te dwie postaci są ze sobą bardzo powiązane. Na podstawie różnych scen z ich życia można by zaryzykować twierdzenie, że są nie tylko głęboko zakochani w sobie, ale i zakochani w miłości. Łączy ich silna więź duchowa. Ona podziwia go i wzoruje się na nim, a on zachwyca się jej zaangażowaniem, dobrocią, miłosierdziem i tolerancją. Klara jest młodą i piękną dziewczyną. „Statuą jedną z tych tu u ołtarzy mogłaby być ta doskonała młodość i piękność w doskonałym bezruchu trwająca” – opisuje jej wyobrażony wygląd pisarka. W innym miejscu pokazuje ją w ten sposób: „I jak dojrzały w letnim słońcu jęczmień wydaje lekki, ledwo słyszalny szelest: rzekłbyś – osypuje się z kłosów ziarno, a to – gdy stąpa ich nosicielka, promienie faliste włosów ocierają się o siebie, spływając po prostych strzeliście plecach, po wypukłych piersiach, krągłych biodrach”.
W książce są dwa plany czasowe, które się nawzajem nakładają i przeplatają. Raz jesteśmy głęboko zanurzeni w przeszłości, innym razem w czasach współczesnych narratorce. Wydarzenia związane z postaciami świętych są umieszczone na przełomie XII i XIII wieku, a wydarzenia, w których bierze udział narratorka, dotyczą 1963 roku, ale i wydarzeń z 1960 roku. Bardzo wyraźnie zaznacza swą obecność, osoba opisująca akcję. Wiemy, że przebywa we Włoszech z drugą osobą, może z mężem lub z kimś innym, równie bliskim. Często zwraca się do czytelnika. W książce równolegle poznajemy dwa wątki. Jeden związany z postaciami Klary i Franciszka, drugi z podróżą do Asyżu we Włoszech. Ten pierwszy – średniowieczny – opisuje historię pięknej Chiary zwanej Klarą. Razem z osobą towarzyszącą potajemnie uciekła z domu, by wstąpić do zakonu, żyć w ubóstwie i pomagać potrzebującym. Pochodziła z bogatego rodu, ale nie kusiły jej drogie stroje ani zabawy. Wychowała się w kochającej rodzinie. Ojciec planował inną drogę dla córki. Miała założyć rodzinę już w bardzo młodym wieku. Ona jednak była zdecydowana na życie zakonne, służbę Bogu i zdeterminowana w swoim postępowaniu. Porzuciła wygodne i dostatnie życie, a także zrezygnowała z konkurentów ubiegających się o jej rękę. A wszystko na rzecz pracy dla ubogich i opuszczonych ludzi.
Drugi wątek opisuje historię Franciszka, syna bogatego kupca, rozpieszczonego dziecka, strojnisia i próżniaka, pragnącego zdobyć pas rycerski. Ów młodzieniec pewnego razu stwierdził, że niczego z dóbr materialnych mu nie potrzeba. Pragnie za to objąć we władanie opuszczony kościółek lub kapliczkę. Mnisi użyczyli mu podrujnowaną kapliczkę. Od tej pory będzie sławił pokój, niósł dobrą nowinę i pomagał innym. Nie o takiej karierze dla niego myślał jego ojciec.
Czy jest sens czytać o takich bohaterach, którzy dobrowolnie wybierają drogę cnoty, porzucając najbliższych? Najczęściej ci najbliżsi wyrzekali się ich, zamykając przed nimi i dom, i swoje serce… Chiara Favarone była najwierniejszą wykonawczynią testamentu Franciszka Poverella.
I jak nie kochać takich ludzi, idących z sercem na dłoni, prostolinijnych, dobrych, miłosiernych, tolerancyjnych, żyjących w ubóstwie i służących pomocą na każdym kroku? Dobrowolnie wybrać życie w Rodzinie Pani Biedy? Nic dla siebie, wszystko dla innych. Na dodatek ci ludzie są szczęśliwi.
W powieści narrator snuje wiele refleksji, robi dygresje i komentuje dawne i współczesne wydarzenia. Wiele fragmentów odnosi się do czasu II wojny światowej. Bohaterka wyraża zachwyt nad zabytkami, ale każdemu zauroczeniu towarzyszy opis okrucieństwa ludzi podczas wojen. „Ludzkich zwyczajnych walk nie wygasających po dziś dzień na planecie ziemskiej tyle że zmieniających miejsca, rozszerzających swój zasięg, posługujących się nowymi nazwami i środkami” – stwierdza. W innym miejscu dodaje, że kiedyś wynoszono kości ludzkie w workach, a teraz dzięki postępowi technicznemu są palone w krematoryjnych piecach. To jest zdobycz naszych czasów… – mówi z ironią.
Język, jakim jest pisana opowieść o Klarze i Franciszku, zasługuje na uwagę. Można nazwać go językiem poetyckim. Autorka – oprócz długich i pełnych informacji zdań – często stosuje krótkie wypowiedzi lub równoważniki: „Asyż. Więc – radość, ufność, spokój. Spokój”, „Pustka lasu”, „Zapach zdrowia” czy „Każde dziecięce życie…”. Zdarzają się zdania z czasownikami zamieszczonymi na końcu. Dzięki takim zabiegom czyta się powieść może trudniej, ale ciekawiej. Bardzo często pisząca zwraca się do odbiorcy: „Do tych spraw wrócimy we właściwym czasie i miejscu”. Pisarka potrafi zauroczyć niezwykłym językiem, opisami przyrody („…my zaś stoimy nie przed niekształtną, deszczem ociekającą niewiadomą, ale przed romańską fasadą dwunastowiecznego benedyktyńskiego kościoła San Pietro, iryzującą w słońcu”) czy celnymi sformułowaniami („Ściśle rok tysiąc dziewięćset czterdziesty pierwszy, pora roku żniwna, koniec lipca. Druty kolczaste i te pod prądem elektrycznym. Kominy krematorium. Baraki. Plac apelowy”).
Warto zająć się prozą Ewy Szelburg-Zarembiny i przeczytać wybraną przez siebie powieść. Może znajdą się miłośnicy jej narratorskiego talentu, gdy poznają sugestywne opisy ludzi, zdarzeń i miejsc…