Wiele osób uważa, że drobne epizody z życia znanych ludzi są mało znaczące w ich biografii, twórczości i działalności. Nie zawsze tak się jednak dzieje, gdyż niektóre wydarzenia rzutują na ich dalsze losy. Z rzadka też mówi się czy przypomina o tych faktach, a i sam zainteresowany nie dzieli się nimi w przestrzeni publicznej. Jedni świadomie nie chcą o nich opowiadać, inni mimochodem je pomijają… Wiele z takich wydarzeń dotyczy życia osobistego, więc niekoniecznie też wszystko jest na sprzedaż.
„A tu takie Bursowe miasteczko”
Poeta Ryszard Milczewski-Bruno w swoim życiu imał się różnorodnych zajęć i prac, ale na przełomie 1962/1963 r. pracował Lipnie w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej (OSM), jako instruktor poradnictwa żywieniowego. Wynajmował tam mieszkanie przy ulicy Bieruta 34 (dziś ta ulica nazywa się J. Piłsudskiego).
Pierwsza korespondencja z Lipna, które określał mianem ,,Bursowego miasteczka” – do ukochanej Ireny – zwanej Honoratką została opatrzona datą 19 listopada 1962 roku, a ostatnia 27 lutego 1963 r.
Mieszkając w Lipnie pisał do Ireny Polakowskiej o pracy w terenie, o spędzaniu czasu po pracy, o planach na przyszłość, o lekturach, spotkaniach, wyjściach do kina, na pocztę, do czytelni, do herbaciarni, do miejskiej łaźni czy do restauracji „Świt”. Narzekał na warunki bytowe i na drożyznę. Dużo rysował, pisał wiersze, wysyłał je do gazet. Wiele kartek pocztowych wykonał sam z brystolu. Ozdabiał je rysunkami. Zapewniał w nich o swej miłości do Ireny…
Listy pisał również na papierze maszynowym oraz na kartkach z kalendarza, taśmach do maszyn liczących, reklamówkach, druczkach, pokwitowaniach – co potwierdza znawca jego twórczości Jerzy Szatkowski na łamach „Radaru”, w artykule „Bruno – jakim go pamiętam”.
Pisał takie piękne listy do przyszłej żony. Szkoda, że już się takich listów nie pisze.
Wzruszające, pełne czułości, miłości i tęsknoty, a jednocześnie bardzo, bardzo prozaiczne. Samo życie…
Uważam, że nawet niedługi pobyt w Lipnie zaważył zarówno na jego karierze, jak i na relacjach z ukochaną.
Jerzy Szatkowski zebrał wiele materiałów dotyczących biografii Ryszarda Milczewskiego-Bruna. Jakże ubogi byłby życiorys poety bez tych prozaicznych z pozoru zapisków.
Ewa Szelburg–Zarembina w Wymyślinie (gmina Skępe)
W przypadku Ewy Szelburg-Zarembiny sytuacja przedstawiała się podobnie. I tu już można z całą pewnością stwierdzić, że pobyt w Wymyślinie, zaważył na całym jej życiu. Co więcej, można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że radykalnie je zmienił.
Warszawski pisarz Zdzisław Łączkowski, który był między innymi autorem „Anegdariusza drugiego” (Staszów 1998), opisał w nim wiele humorystycznych i zabawnych sytuacji z życia ówczesnych literatów i aktorów. Jedną z bohaterek anegdariusza została także Ewa Szelburg-Zarembina. „Jako bardzo młody dziennikarz, jeszcze niedoświadczony, zostałem przez swojego szefa wysłany do Ewy Szelburg-Zarembiny. Miałem z pisarką zrobić wywiad. Jak to zwykle w prasie codziennej bywa, wywiad ten miałem zrobić <<na wczoraj>>. Przygotowałem się więc pośpiesznie do tego wywiadu, zasięgnąłem również wieści, jaka pani Ewa jest, i poszedłem na ulicę Malczewskiego w Warszawie, drżąc z lęku, gdyż w tak krótkim czasie nie byłem w stanie przeczytać całej twórczości Ewy Szelburg-Zarembiny. Pisarkę zastałem w bardzo dobrym nastroju. Był też piękny, rozsłoneczniony, jesienny dzień, więc pani Ewa pokazała mi swój ogród, a właściwie ogródek, urządzony według wzoru ogrodów włoskich, jak poinformowała.
<<Bardzo się szczycę tym ogrodem>> – mówiła.
Potem długo rozmawialiśmy o literaturze, sztuce. Piłem świetną włoską kawę, były też jakieś włoskie ciasteczka, bo państwo Zarembowie dopiero co wrócili z Włoch, ale kiedy wreszcie poprosiłem o wywiad, pani Ewa spokojnie, miło, lecz zdecydowanie oświadczyła mi, że wywiadów nie lubi, bardzo niechętnie ich udziela, bo one nic, poza plotką, nikomu nie dają.
Powiedziała: <<Niech pan opisze mój ogród włoski, takiego ogrodu w Warszawie nie ma>>.
Cóż miałem robić? Pożegnałem się również miło i zrozpaczony wróciłem do redakcji. Zapytany czy mam wywiad, a było to tak postawione pytanie, że już wiedziałem, albo wywiad, albo pożegnanie się redakcji ze mną. Bez namysłu więc odparłem, że wywiad mam i jak najszybciej go dostarczę. Zasiadłem przy biurku, po wielu godzinach potwornej męczarni powstało coś, co dzisiaj, nikt wywiadem by nie nazwał. Uczciwość dziennikarska nakazywała mi jednak pójść z tym tekstem do Ewy Szelburg-Zarembiny i prosić pisarkę o pomoc i akceptację tego, co napisałem. Pani Ewa wywiad przeczytała, zamyśliła się i powiedziała:
<<Świetnie, świetnie pan to zrobił, nawet nie sądziłam, że miałam tak inteligentnego rozmówcę>>… I wtedy, dopiero wtedy, otrzymałem od pisarki prawdziwy wywiad, ten o który właściwie mi chodziło”.
A tu takie „Miasteczko aniołów”
Gdy Zdzisław Łączkowski był w Skępem, udało się nam – Bożenie i Sławomirowi Ciesielskim – porozmawiać o Ewie Szelburg-Zarembinie. Powiedział, że pisarka nie wspomniała w jego wywiadzie o pobycie i poznaniu swego drugiego męża w Wymyślinie.
Ewa Szelburg w wieku 22 lat wyszła za mąż za Jerzego Ostrowskiego. Ślub wzięli 1 czerwca 1921 r. w Warszawie. W latach 1921-1925 mieszkali w Poznaniu razem z rodzicami Jerzego. Młode małżeństwo sprowadziło się do Wymyślina, gdyż Jerzy Ostrowski otrzymał tu pracę. Powierzono mu stanowisko dyrektora Państwowego Seminarium Męskiego imienia Waleriana Łukasińskiego w Wymyślinie od września 1925 r. Czy przyjechali do Wymyślina już w sierpniu, nie udało się ustalić. Ciekawe jest również to, jak państwo Ewa i Jerzy Ostrowscy dotarli z Poznania do Wymyślina. Kolej żelazna łącząca Toruń z Sierpcem powstała dopiero w 1936 r. Może z miejsca zamieszkania przyjechali do Sierpca lub do Włocławka koleją, ale co potem…? Może wynajęto limuzynę z majątku Zielińskich w Wiosce albo skorzystano z usług przedsiębiorstwa przewozu pasażerów państwa Gryglewiczów, które funkcjonowało w Skępem w latach międzywojennych?
Młode małżeństwo zamieszkało na piętrze w południowej części budynku klasztornego z drewnianą werandą. Do mieszkania wiodły drewniane schody. Na tej werandzie początkująca pisarka tworzyła dla dzieci „Najmilszych”, czyli zbiór krótkich opowiadań z codziennego życia. Należy nadmienić, że za przyjęcie buntowniczej postawy przez bernardynów przed wybuchem powstania styczniowego, władze carskie usunęły zakonników, a pomieszczenia klasztorne oddano na użytek seminarium nauczycielskiego.
Był rok 1926. W seminarium nadszedł właśnie czas matur. Pewien uczeń nie zdał jej z języka polskiego. 26 maja 1926 r. w Wymyślinie uczeń V kursu w akcie rozpaczy strzelił z rewolweru do początkującego polonisty Józefa Zaremby. Stan rannego był groźny, więc odwieziono go do szpitala w Lipnie. Do Wymyślina przyjechały władze sądowo-lekarskie. Sprawcę aresztowano i skazano na więzienie. W niedługim czasie zmarł on w więzieniu na gruźlicę.
Władysław Drzewiecki – wieloletni nauczyciel i dyrektor szkoły w Wymyślinie – tak opisał wydarzenie: „w 1926 roku doszło w Seminarium Nauczycielskim w Wymyślinie do kryminalnego ekscesu. Jeden z abiturientów […] nie zdał matury, ponieważ zawalił na egzaminie język polski. Oblany uznał, że są to szykany polonisty prof. Józefa Zaremby i strzelił do niego, ciężko raniąc nauczyciela. Niedoszły morderca został skazany na długoletnie więzienie”. Wydarzenie komentowała także prasa w notatce pod tytułem: „Uczeń strzela do profesora”. Dziennikarz donosił w relacji, że ucznia „okutego w kajdany przewieziono do więzienia w Lipnie”.
Rannym nauczycielem bardzo troskliwie zajęła się Ewa Ostrowska. Narodził się romans… „Pan Zaremba został wprawdzie wyleczony, ale oboje, tj. pani Ewa i pan Józef padli ofiarą wzajemnej miłości” – podsumowuje Władysław Drzewiecki we wspomnieniach. Warto dodać, że byli małżeństwem przez 60 lat.
Władysław Drzewiecki w swoich wspomnieniach tak opisał państwa Ostrowskich: „Przypominam sobie ówczesną panią Ewę jako piękną młodą kobietę zachwycającą się urokami jeziorowo-leśnego krajobrazu tego zakątka ziemi dobrzyńskiej. Byłem wówczas uczniem wymyślińskiej szkoły, gdzie pod kierownictwem dyrektora Ostrowskiego doznawałem pierwszych wtajemniczeń w piękno języka polskiego. Był wówczas młodym, szczupłym, lecz poważnym mężczyzną z czupryną <<na jeża>>. Proces naszego wychowania rozpoczynał od zespołowej pracy dla społecznego dobra”.
Państwo Ewa i Jerzy Ostrowscy po pięciu latach małżeństwa rozstali się. Z Wymyślina wyjeżdżali już osobno. Jerzy pozostał w Wymyślinie do 31 grudnia 1926 r.
5 listopada 1926 r. Ostrowscy otrzymali rozwód, natomiast 21 listopada tego samego roku Ewa wyszła za mąż za Józefa Zarembę. Ślub brali w Wilnie w obrządku ewangelicko-augsburskim. Odtąd pisarka nazywała się Ewa Szelburg-Zarembina, dodając do swego nazwiska panieńskiego nazwisko drugiego męża.
Ewa Szelburg-Zarembina mieszkała w Wymyślinie w latach 1925-1926, gdzie Jerzy Ostrowski pełnił funkcję dyrektora szkoły do 31 grudnia 1926 r.
Stara, rzeźbiona, drewniana weranda zachowała się do naszych czasów.
Jerzy Ostrowski po wyjeździe z Wymyślina otrzymał pracę w Brazylii. Następnie pracował na stanowisku dyrektora gimnazjum w Równem na Wołyniu, a potem przez kilka lat pełnił funkcję dyrektora gimnazjum w Rzeszowie. Ożenił się po raz drugi z Ewą Mrozówną. Podczas II wojny światowej zaangażował się w ruch oporu. Został aresztowany i osadzony w Stutthofie, a potem w Mauthausen-Gusen. Zmarł 24 listopada 1942 r. w obozie.
Mimo że czas popularności pisarki – jak twierdzą krytycy – już minął, warto pochylić się nad jej nowelami, opowiadaniami i powieściami. Niesłusznie została zaszufladkowana jako twórczyni książek dla dzieci. Jej znakomity utwór „Feliks Gdul” zasługuje na ponowne przypomnienie. Podobnie jak jej trzy powieści z cyklu franciszkańskiego i pięć z cyklu „Rzeka kłamstwa”.
W 1957 roku pisarka podarowała jeden z egzemplarzy „Najmilszych” bibliotece szkolnej Liceum Pedagogicznego w Wymyślinie. Wpisała stosowną dedykację, która brzmiała: „Do Biblioteki Liceum Pedagogicznego niech wrócą te opowieści o dzieciach i zwierzętach, ponieważ właśnie w Wymyślinie na starej werandzie zostały przeze mnie napisane dla wszystkich w Polsce dzieci Ewa Szelburg Zarembina Wymyślin 1926 – 1957 w czerwcu”. Cenny egzemplarz książki przywiózł z Warszawy Władysław Drzewiecki. Pojechał na spotkanie, by zaprosić Ewę Szelburg-Zarembinę na zjazd wymyślińskiej szkoły.
Towarzystwo Przyjaciół Nałęczowa wydało publikację Jana Łomnickiego „Ewa Szelburg-Zarembina próba portretu” z wstępem Tadeusza Kłaka (Nałęczów 2016). Reżyser Jan Łomnicki planował zrealizowanie filmu biograficznego o pisarce. Na podstawie jej cyklu powieściowego „Rzeka kłamstwa” nakręcił serial telewizyjny pod tym samym tytułem. W sprawie realizacji filmu o Ewie Szelburg-Zarembinie skontaktował się z Tadeuszem Kłakiem, który przekazał mu informacje o faktach z jej życia oraz podał adresy osób mogących udzielić wiadomości. Niestety, do realizacji filmu nie doszło z różnych przyczyn. Jan Łomnicki zmarł w 2002 r. W związku z tą sprawą TPN postanowiło wydać scenariusz, aby przypomnieć postać pisarki. W scenariuszu pojawił się wątek wymyśliński z lat 1925/1926.
Dla wyjaśnienia warto zaznaczyć, że Wymyślin i Skępe to miejscowości leżące obok siebie. W 1997 r. przywrócono Skępemu prawa miejskie i Wymyślin włączono w obręb miasteczka. Pisarka w 2022 roku była jedną z bohaterek spaceru po kulturowym miasteczku Skępe.
Bibliografia:
Władysław Drzewiecki, Moje życie. Pamiętnik nauczyciela i społecznika, Włocławek-Wymyślin 2002.
Zdzisław T. Łączkowski, Anegdariusz drugi, Staszów 1998.
Jan Łomnicki, Ewa Szelburg-Zarembina próba portretu, Nałęczów 2016.
Anna Marchewka, Ślady nieobecności. Poszukiwanie Ireny Szelburg, Kraków 2014.
Jerzy Szatkowski, Ryszard Milczewski – Bruno, Poezja, Proza, Listy, Warszawa 1989.
Ewa Szelburg-Zarembina, Najmilsi, Warszawa 1957.
Poeci nie zjawiają się przypadkiem – cytat pochodzi z piosenki wykonywanej przez Edytę Geppert
muzyka Igor Talkow
słowa: Łucja Matulewicz-Gazda i Marek Dagnan