+48 736-84-84-44

Czas własną głowę w ręce brać

Była delikatna, chorowita, milcząca. Nie pasowała do grupy rówieśników. Mówili na nią  inna. Nie odczuwała tego dotkliwie, miała swój własny świat. Świat marzeń, bajek i książek, które namiętnie czytała. Czy odczuwała strach? Jeszcze nie, aż do tej pamiętnej burzy z dzieciństwa, która zmieniła jej życie.

W czasie wakacji u rodziny zostały z siostrą same na gospodarstwie. I wtedy szalony wiatr w środku dnia zerwał się, porozrzucał gałęzie, sypnął piaskiem w oczy. Ciemność ogarnęła świat, grzmoty jak puste beczki dudniły na niebie. Błyskawice porażały oczy. Wysokie sokory gięły się i szumiały przerażająco.

Bały się bardzo. Starsza siostra wysłała ją do sąsiedniego domu po pomoc. Mała dziewczynka biegła pod wiatr, chłostały ją strugi ulewnego deszczu. Zmoknięta, wystraszona pukała do obcego domu i zacinając się  prosiła o pomoc. Trauma pozostała w niej na zawsze. Czy to zdarzenie zostawiło ślad w jej psychice? Czy energia kosmiczna ją naznaczyła?

Choroby, które ją dotykały, były jednym ciągiem, jakby runęło domino. Los, przeznaczenie, klątwa? Lata spędzone w szpitalach i sanatoriach nauczyły ją samodzielności. To był czas, kiedy zaczytywała się w książkach, żeby zapomnieć o bólu i cierpieniu. Uciekała w świat literatury i poezji. Sama zaczęła pisać krótkie opowiadania, wiersze, scenariusze. Czy pokonanie tego pierwszego strachu w dzieciństwie, dało jej siłę do walki z chorobami? Nie poddawała się, przyjmowała te wyzwania, jak lekcje do odrobienia. Po czasie pokory i pogodzenia się, nastały dni walki. Niepełnosprawność, wózek inwalidzki.

– Nigdy się nie poddam – mówiła. I walczyła o siebie, o swoje zdrowie. Pragnęła, jak każdy zdrowy człowiek, pracować, założyć rodzinę, zwiedzać świat, wędrować po szlakach, tańczyć i kochać.

Życie pisze  swoje scenariusze. Po latach, kiedy osiągnęła swoje cele, stwierdziła, że to  jest za mało. Coś nie zagrało, nie sprawdziło się. Stagnacja rodzinna, spokojna praca, dzień podobny do dnia. Owszem, były to wartości, którym hołdowała, lecz w głębi duszy pragnęła czegoś nowego, ekscytującego. Oglądając program w telewizji, promujący nowe zawody i oferujący naukę czegoś innego, zainteresowała się i podjęła decyzję.

Od dzieciństwa malowała, rysowała, wykazywała zdolności manualne, to ją fascynowało. Wybrała Bieszczady i pojechała tam uczyć się tkać gobeliny. To był dobry czas. A jesień tamtego roku była piękna. Wędrowała po wzgórzach, zbierała orzeszki buczynowe, łapała ciepłe promyki słońca, dotykała jagody trzmieliny. Była w transie, oddychała innym życiem. Nie pragnęła wracać do miasta z jego szalonym pędem, do pracy ze sztywnym  harmonogramem, do domu, gdzie wiało nudą. To była lekcja nie tylko tkania gobelinów, to była nauka, jak zawalczyć o siebie. Jak zmienić swoje życie, by nie zgnuśnieć w prozie  rutynowych obowiązków.

Zawalczyła o swoją wolność, prywatność, o rozwój duchowy i realizację marzeń. Pierwsze wybory to podróże i fotografia. Zwiedzała świat, poznawała ludzi, fotografowała zabytki. Wróciła do malowania i rysowania. Zapisała się do grupy malarskiej i zaczęła bywać w świecie artystycznym. W świecie barwnym, pełnym wernisaży, plenerów malarskich.  Wiersze również ujrzały światło dzienne i znalazły swoje miejsce w tomiku. Była zajęta, ale szczęśliwa. Pomimo obowiązków realizowała z zapałem swoje pasje.

Po latach spotkała taką przyjaźń, która ją umocniła. Opierała się na miłości do poezji… Pierwszy list od poety, opisujący kondycję współczesnej poezji na grupie poetyckiej, wprawił ją w zaniepokojenie. Odpisała w imieniu jednego z adminów i tak zaczęła się znajomość. Wspólne projekty, pierwsze korekty swoich wierszy, konkursy poetyckie. Otwieranie się na siebie, nabieranie zaufania, pomoc w czasie choroby. Nigdy nie czuła takiej zażyłości i zaufania. To było piękne. Czerpali z tej przyjaźni jak ze źródła świeżego, radosnego, niosącego coś nienazwanego żadnym słowem. Byli dla siebie dobrzy, wyzwalali radość, śmiech i szczęście ze wspólnego obcowania. Ale jak to w życiu, nic nie jest trwałe. Był jej nauczycielem, nazywała go mistrzem, na co się zżymał, pouczał, rezonował, był cierpliwy. Takich przyjaciół nie spotyka się często.

Zrozumiała, że została sama, na ścieżce poezji, i musi sobie radzić bez Niego. Uwielbiał wiersze Noblistki, stąd ten wers zaczerpnięty z jej wiersza.

Na zmiany w życiu nigdy nie jest za późno. Tak, jak nie jest za późno na przyjaźń, na miłość, na pasje. Kto powiedział, że wiek ma ograniczenia… Wiek to tylko cyfry. Sami sobie stawiamy bariery w głowie.

 

On

My dwoje odlegli a bliscy

damy radę

uczucie

odnaleźć w poezji.

 

Ona                                                                                    

Stoję zdziwiona

czekam na znak

na słowo

pachnące pomarańczą.

 

Przypis: „Czas własną głowę w ręce brać” – Wisława Szymborska „Rehabilitacja”

Przejdź do treści