Jurek, korpulentny brodaty mężczyzna, przybył pewnego lata do Poiany Brasov razem ze swoimi synami. Pierwszą rzeczą, którą zrobili, było zjedzenie frytek z różnymi dodatkami, z tekturowych meksykańskich kapeluszy. Porcje były kaloryczne i bardzo duże, więc poszli na szybki spacer, żeby odzyskać siły.
W pewnym momencie Jurek zauważył dużą przezroczystą kulę, której pilnowało dwóch mężczyzn, podszedł więc do nich i mówi:
– Cześć! O co chodzi z tą kulą? Czy to do zorbingu?
– Tak!
– To ja chcę spróbować!
Słyszał już o nowej zabawie w Poiana i chciał sam sprawdzić na czym ona polega.
Trzeba było wejść do środka kuli, dać się związać wewnątrz jakimiś uprzężami, a potem zacząć toczyć się w dół, w braterskiej wspólnocie z nią.
Poinformował swoje dzieci, że coś takiego nie jest dla nich i zostawił je w miejscu przybycia, z jednym z mężczyzn, po czym z drugim zaczął wspinać się na wzgórze. Po drodze próbując jeszcze pociągnąć za język chudego mężczyznę z wąsami, pchającego kulę w stronę wzgórza.
– Czy człowiek z łatwością zmieścić się w środku?
– Tak. Jest przeznaczona dla dwóch osób. Jedziesz sam, czy czekasz na przyjazd kolejnego klienta?
– Sam! Jeśli zachoruję, nie chcę ubrudzić drugiego – deklaruje stanowczo. Chyba często czyścisz to wnętrze?!
– Dość często!
– Ja jednak uważam, że nie będzie źle! Podejmę się tego wyzwania – zapowiedział
Jurek. – A jak się zatrzyma, gdy dotknie podłoża?
– Teren jest prosty, więc kolega bez problemu ją zatrzyma.
Dotarłszy na szczyt wzgórza, Jurek wszedł do kuli – przez drzwi – wraz z chusteczką, po czym pozwolił się przywiązać.
Mężczyzna wyszedł po zablokowaniu go w środku, a brodaty usłyszał, jakby szeptane pytanie:
– Gotowy?
– Zrobione! – krzyknął ile sił w płucach, a wąsiasty zepchnął kulę w dół.
Zanim nabrał prędkości, przyzwyczaił się do ruchu toczenia i faktu, że niebo od czasu do czasu wymienia się z ziemią. Kątem oka dostrzegł nawet przebiegającego obok kuli mężczyznę.
To nic wielkiego!- powiedział do siebie.
W pewnym momencie jednak poczuł się, jak wystrzelony z procy w stronę ozdobionego chmurami nieba, i zaczął lecieć, mając jednocześnie nadzieję, że uda mu się uniknąć zderzenia z nimi. Nadzieja nie poszła na marne, ale zderzenie nastąpiło znacznie mocniej – z ziemią: na skutek nierówności kula zaczęła odbijać się jak piłeczka pingpongowa.
Zanim dotarł do podnóża wzgórza, był ochrypły od krzyków. Najbardziej nieprzyjemne było poczucie bezradności – uwięziony w kuli nie mógł już wpływać na bieg rzeczy. Obaj mężczyźni połączyli siły i zatrzymali kulę, a Jurek wyszedł z niej z hukiem – wciąż mając wrażenie, że nadal toczy się ona ruchem równolegle-przyspieszonym. Jeden z ludzi zajmujących się kulą, sprawdził ją w środku: była czysta. Jurek odszedł, opierając się na dzieciach, ale biegnący go dogonił:
– Nie umówisz się jeszcze raz? Widziałem, że naprawdę ci się podobało – gdy kula się toczyła, słyszałem nawet, jak śpiewałeś! Jaka to była piosenka?